Historia Julii i Łukasza. Udane małżeństwo dzięki Gadu-Gadu
W odpowiedzi na nasze zaproszenie przesłaliście ogromną liczbę historii, w których opisujecie doświadczenia z Gadu-Gadu. Komunikator towarzyszy Polakom już od 10 lat - to długie rozmowy, buźki, emocje, codzienna lista kontaktów. Dziś publikujemy historię Julii, która przez Gadu-Gadu poznała swojego męża - Łukasza.
Fot. Katarzyna Leszczewska
To było 6 lat temu. Mieszkałam w Warszawie, kończyłam studia na psychologii i dorabiałam pracując w redakcji czasopisma dla nauczycieli. Był majowy leniwy dzień, kiedy podpatrzyłam, że sekretarka naszego zespołu całe dnie spędza, pisząc ze znajomymi przez komputer. Domyśliłam się, że to Gadu-Gadu.
Sama wcześniej nie korzystałam z Gadu-Gadu, ale pomyślałam: ona może w pracy, to ja też! Ściągnęłam, zainstalowałam, i zaczęłam zapoznawać się z programem. Stwierdziłam, że poszukam znajomych mi osób przez wyszukiwarkę w GG. Wpisałam imię mojego ulubionego kuzyna Łukasza i kliknęłam "szukaj". Nie określiłam miasta, bo nawet nie zauważyłam tej funkcji.
Wyświetliło mi się kilkadziesiąt numerów z imieniem Łukasz. Pierwszy na liście, z najkrótszym numerem, miał żółte słoneczko i był z Wrocławia.
Czułam, że to nie jest mój kuzyn, ale coś mnie podkusiło i napisałam. To był 25 maja 2004 roku, godzina 14:26.
Napisałam "Hej:-)". Po kilku sekundach On odpisał. Zaczęła się rozmowa - bardzo nieśmiała, ale miła. Od początku poczułam, że rozmawiam z kimś spokojnym, na poziomie, kulturalnym. Rozmowa trwała ponad godzinę.
Bardzo podekscytowana, zaraz po pracy, pojechałam do mojej przyjaciółki Marty i jej męża. Próbowałam przekonać ich, że właśnie poznałam mężczyznę moich marzeń. Oni byli wyjątkowo zdystansowani i bardzo realnie oceniali i gasili mój entuzjazm. Mówili, że pewnie jest fajny, ale pewnie ma dziewczynę, poza tym że to jakieś szaleństwo, że on jest z Wrocławia i tak dalej.
Następnego dnia - tak szybko, jak tylko się dało - włączyłam GG i wypatrywałam czy "mój" Łukasz jest online. Był! Znowu zaczęliśmy rozmawiać. Tego dnia Łukasz zapytał, czy skoro jestem Julią, to czy jest jakiś Romeo. Odpowiedziałam - zgodnie z prawdą - ale też bardzo zalotnie, że wierzę że gdzieś jest :-). Trzeciego dnia Łukasz zaproponował, byśmy porozmawiali przez telefon. Byłam niesamowicie przejęta i kompletnie nie wiedziałam, jak i co mam mówić. To on przejął inicjatywę. Rozmowa była króciutka, ale przesympatyczna.
Cudownie, magicznie, radośnie
Pięć tygodni rozmawialiśmy na GG w czasie pracy, przez telefon po pracy, wieczorem pisywaliśmy do siebie smsy. Wiedzieliśmy o sobie już dość sporo. Przesyłaliśmy sobie zdjęcia, poznawaliśmy się coraz lepiej, ale cały czas wirtualnie. 3 lipca 2004 Łukasz postanowił przyjechać do Warszawy i poznać mnie "na żywo". Spotkaliśmy się na dworcu centralnym. Moi przyjaciele byli pełni obaw, roztaczając czarne wizje, że przyjedzie seryjny morderca i zboczeniec. Spędziliśmy z Łukaszem cały weekend, było cudownie, magicznie, radośnie. Łukasz przyjechał również w następny weekend. W kolejny ja pojechałam do Wrocławia.
Pod koniec lipca była pierwsza oficjalna wizyta - zapoznałam go z moimi rodzicami. Nasz "obronny" pies od progu adorował Łukasza, kładł mu pysk na kolanach.. Moja mama od razu uznała, że Łukasz to dobry człowiek.
W sierpniu pojechaliśmy na wspólne wakacje do Rumunii (górski ekstremalny wyjazd z klubem grotołazów z Wrocławia). Łukasz, informatyk, to także grotołaz i "człowiek gór". Ja - kompletny laik. Zdałam jednak egzamin z biwakowania pod namiotem i życia obozowego.
Od tej chwili byliśmy nierozłączni. Łukasz nocami wysyłał do mnie wiersze własnego autorstwa, ja czułam się jak księżniczka po którą wreszcie przyjechał jej Książę.
Co dwa tygodnie spotykaliśmy się. Raz w Warszawie, raz we Wrocławiu. Na pociągi wydawaliśmy pół pensji, ale budowaliśmy naszą relację. W ciągu tygodnia tęskniliśmy, czekając na nasze weekendowe spotkania.
Z tych wakacji nie wróciłam
Po dwóch latach spakowałam dwie walizki i pojechałam na wakacje do Wrocławia - z tych wakacji już nie wróciłam. Zostałam u Łukasza na dłużej, znalazłam pracę. Najpierw biurową, potem w zawodzie - jako psycholog dziecięcy.
Rok temu, 23 maja 2009 roku, pobraliśmy się w moim rodzinnym Pruszkowie. Wesele było huczne i niezapomniane.
Fot. Marlena Smolińska
Fot. Marlena SmolińskaJesteśmy fajną parą, pełną przeciwieństw, ale z ogromnym poczuciem humoru. Potrafimy się nagle pokłócić i jeszcze szybciej zapomnieć, o co była sprzeczka. Bardzo dużo podróżujemy, nie siedzimy w miejscu.
Staram się wspierać Łukasza w jego działaniach, a on mnie w moich marzeniach. Łukasz się wspina, zdobywa kolejne górskie szczyty. Moją pasją jest praca, terapia malutkich dzieci i ich rodziców. Dzięki Łukaszowi zrobiłam prawo jazdy, jestem niezależna i samodzielna. Uwielbiam gotować dla męża, a on chwali wszystkie moje kuchenne wynalazki. Ustaliliśmy, że w naszym domu to ja jestem ministrem gospodarki, a on ministrem finansów! Każdy ma swoje obowiązki, jesteśmy małżeństwem partnerskim.
Szybko zaaklimatyzowałam się w cudownie gościnnym Wrocławiu, znalazłam grono fantastycznych przyjaciół i znajomych. Jestem szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Od samego początku miałam pewność, że to jest mężczyzna, u którego boku spędzę swoje życie.
Julia Smolińska
Czekamy na Wasze historie! Możecie je przesyłać na adres: historie@gadu-gadu.pl
Te listy to także część historii polskiego Internetu! Wszystkie opowieści czytamy na bieżąco, a najciekawsze z nich będziemy publikować na łamach portalu. Czekamy na Wasze maile. Przesyłając nam Wasze historie, prosimy o załączenie w e-mailu następującego oświadczenia.
- Informacja nt. wycieku haseł do GG
- Powstanie polsko-niemiecki podręcznik do historii
- Kaczyńska: W Wigilię moje myśli będą przy rodzicach
- Sikorski: groźby Rosji traktujemy poważnie
- Niemcy piszą o "polskich obozach koncentracyjnych"
- Owłosione sutki i skarpetki wkurzają w seksie
- Rozwód nie dla Polaków
- Mur berliński runął 22 lata temu
- Kaczyńscy. Czy pogodzą się przy grobie?
- Kaczyński napisał list do Tuska. O szkole


gratuluje Juli
i ja trafię na księcia
A internautom którzy w taka miłość nie wierzą życzę żeby mieli okazję się do tego przekonać nawet w taki sposób jak ja się przekonałam czyli samym się tu zakochać hehe
z gg mam swietne znajome ale na slub to jeszcze pewnie daleka droga...